Blogowanie to bardzo ambitne zajęcie, w szczególności dziś, kiedy to z powodu przeokropnej pogody właściwie żadna inna działalność nie jest możliwa. W związku z tym obżeram się i przeczesuję Internet bezcelowo, znajdując co rusz nowe 'tak bardzo chcę to mieć'. Bo właściwie mieć nic nie muszę i staram się uzupełniać garderobę w raczej klasyczne rzeczy (cóż, z różnym skutkiem). Teraz trochę choruję na wszelakie obuwie z metalowymi wstawkami. Niestety a. 'polski' internet nie pomaga b. Chińczykom obcy jest rozmiar mojej stopy c. właściwie znając wartość i jakoś tych butów mój portfel może spać spokojnie.






Druga kwestia to rozprzestrzeniający się trend z motywem moro w roli głównej. MORO rymuje się trochę 'zmoro' 'co za horror'. Pamiętam, że milion lat temu miałam bluzkę właśnie moro, wtedy chyba za sprawą jakiegoś wsiurskiego trendu. Potem kojarzyło mi się wyłącznie z ogrodniczkami mojego sąsiada, jakimś harcerskim pociągiem itp. A teraz uwaga, mam kurtkę od 2 sezonów i ją noszę. I nawet nie wiem, co i kto mnie do tego przekonało. Może mój chłopak, może wszechobecna zajawka na 'swag', a może to, że jak potrafi się to ubrać to może wyglądać i ciekawie i oryginalnie. Nooo w każdym razie, moro wchodzi na salony i do sieciówek, dlatego chyba sprzedam swoje :P